Ogień znów pojawił się w tym samym miejscu
Ogromny pożar składowiska opon wybuchł w nocy z poniedziałku na wtorek w Wilkowie niedaleko Złotoryi. W akcję gaśniczą zaangażowano około 30 zastępów straży pożarnej z powiatu złotoryjskiego oraz powiatów sąsiednich. Co więcej, ogień pojawił się na tym samym składowisku, które płonęło już trzy lata temu. Strażacy od rana walczą z ukrytymi zarzewiami ognia.
Pożar składowiska opon w Wilkowie
Około 30 zastępów straży pożarnej w akcji
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło w nocy z 7 na 8 września. Po przyjeździe na miejsce strażacy zastali rozwinięty pożar składowiska opon.
Ze względu na skalę zdarzenia do Wilkowa skierowano strażaków z całego powiatu oraz jednostki z sąsiednich powiatów. Łącznie w działaniach bierze udział około 30 zastępów PSP i OSP.
Jak przekazał mł. bryg. Konrad Siwik, oficer prasowy Komendy Powiatowej PSP w Złotoryi, priorytetem strażaków jest ograniczenie rozprzestrzeniania się ognia.
Pożar jest szczególnie trudny ze względu na charakter składowanego materiału. Płonące opony mogą powodować intensywne zadymienie, a ogień może przedostawać się w głąb hałdy, utrudniając dotarcie do wszystkich zarzewi.
To samo składowisko płonęło już trzy lata temu
Pożar składowiska ponownie postawił strażaków na nogi
Wtorkowy pożar składowiska ma jeszcze jeden istotny kontekst. Ogień pojawił się w miejscu, w którym podobne zdarzenie miało już miejsce około trzy lata temu.
Strażacy po raz kolejny muszą więc mierzyć się z dużym pożarem opon i jego potencjalnymi zagrożeniami. Na miejscu pracują kolejne zastępy, a działania są prowadzone tak, aby ogień nie przeniósł się na kolejne części składowiska.
Dogaszanie może potrwać nawet kilka dni
Strażacy cały czas podają wodę
Druhowie i strażacy PSP nadal prowadzą działania w Wilkowie. Choć nie widać już otwartego ognia, składowisko wciąż intensywnie się dymi. To oznacza, że pod powierzchnią mogą znajdować się kolejne, niewidoczne zarzewia.
Trwa dogaszanie pożaru. Nie ma widocznego ognia, ale składowisko cały czas się dymi, nie wiemy, czy pod spodem nie palą się jakieś opony. Podajemy na nie cały czas prądy wody – dyżurny stanowiska kierowania Państwowej Straży Pożarnej komendanta powiatowego w Złotoryi.
Ratownicy oczekują również na ciężki sprzęt. Koparka ma umożliwić przerzucanie opon i dotarcie do miejsc, w których nadal może utrzymywać się ogień.
Pożar składowiska – na szczęście nikt nie został poszkodowany
Mimo ogromnej skali zdarzenia pożar składowiska nie rozprzestrzenia się. Strażacy koncentrują się obecnie na dokładnym dogaszeniu pogorzeliska i wyeliminowaniu ukrytych zarzewi ognia.
Wraz z dojazdem kolejnych sił i środków sytuacja po kilku godzinach została opanowana. Na chwilę obecną działania polegają na sukcesywnym dogaszaniu pożaru, przy jednoczesnym użyciu ciężkiego sprzętu do rozgarniania. Akcja ma charakter długotrwały, działania mogą potrwać nawet kilka dni. Zastęp ratownictwa chemicznego z Jednostki Ratowniczo-Gaśniczej z Wołowa prowadzi ciągłe badanie atmosfery pod kątem występowania substancji niebezpiecznych – mł. bryg. Marcin Grubczyński.
Akcja może potrwać jeszcze kilka godzin lub dni. Na ten moment nie ma informacji o osobach poszkodowanych.
To kolejny poważny pożar składowiska w regionie w ciągu zaledwie kilku dni. Strażacy nie zdążyli jeszcze zapomnieć o niedzielnym dużym pożarze skladowiska pod Wrocławiem. Niespełna dwa dni później doszło do kolejnego pożaru składowiska – tym razem zamiast palet palą się opony.
Fot. mł. bryg. Konrad Siwik, Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Złotoryi






